sobota, 15 października 2016

XX







                                                        ( Lena )
Patrzyłam, jak klatka piersiowa Maćka spokojnie podnosiła się do góry i powoli opadała. Lekko gładziłam go po włosach, a w zamian wydawał ciche pomruki zadowolenia. Spojrzałam ukradkiem na Olivię która spokojnie spała w jego ramionach, tylko ja nie mogłam zmrużyć oka. Czuję strach, a zarazem złość na siebie, że łatwo wszystkim wybaczam. Może teraz podjęłam odpowiednią decyzję, ale co jeśli to wszystko wróci. Kiedy zobaczę kolejny raz Johanna, mogę tego nie przetrwać. 


                                               ( Maciej )
- Lenka, widziałaś może mój krawat?- sprawdzałem już swoją torbę dziesięć razy, ale nie mogę znaleźć swojej zguby.
- Tego szukasz?- stanęła w progu drzwi i uniosła do góry moją własność.- Chodź ty tu.
Powoli związała krawat na mojej szyi i złożyła buziaka na ustach.
- A ty jesteś już gotowa?- spytałem, choć po jej ubiorze można było wywnioskować, że tak.
- Jeszcze tylko włosy i możemy iść.- odwróciła się i wróciła po raz kolejny do łazienki.
Podszedłem do Olivki, która gaworzyła w wózku. Posmyrałem ja lekko po brzuszku, a zaraz usłyszałem jej cichutki śmiech. Teraz wiem, co mógłby stracić przez swoją głupotę. Pomału wziąłem ją na ręce i podszedłem do okna.
- Wiesz malutka, nigdy Cię już nie zostawię. Choć prawnie nie mam do ciebie żadnych praw, jestem cały twój. I tak będzie już do końca.-pocałowałem ją w czółko i lekko przytuliłem do klatki piersiowej.- Dzisiaj to się wszystko skończy i w końcu będziemy rodziną. Kochającą rodziną, na jaką zasługujesz. Na jaka zasługiwałaś już od urodzenia.


                                                       ( Lena )
Miałam już pomału ponaglać Maćka, bo do rozprawy została już tylko godzina, ale gdy usłyszałam cichy szept, skradłam się do drzwi i cicho nasłuchiwałam.
- Wiesz malutka, nigdy Cię już nie zostawię. Choć prawnie nie mam do ciebie żadnych praw, jestem cały twój. I tak będzie już do końca.- pocałował ją w czoło i przytulił do swej piersi.-Dzisiaj to się wszystko skończy i w końcu będziemy rodziną. Kochającą rodziną, na taką zasługujesz. Na jaką zasługiwałaś już od urodzenia.
Gdy to usłyszałam, zdałam sobie sprawę, że dokonałam właściwego wyboru. To Maciej od początku był jej prawdziwym tatą. Nie Johann.
- Gotowi?- w końcu otworzyłam szerzej drzwi i uśmiechnęłam się w ich stronę.
- Tak.
Zapakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i udaliśmy się do samochodu. Spojrzałam w stronę Maćka, który uważnie wpatrywał się w przed siebie, przymknęłam lekko oczy i uspokoiłam swój oddech. Bo wiem, że damy radę.



Znalezione obrazy dla zapytania Skoki narciarskie 2016


    Witam ponownie. Rozdział krótki, ale mam nadzieję, że się spodobał. Czekam na wasze sugestie dotyczące go. I do zobaczenia za dwa tygodnie ;)

wtorek, 4 października 2016

XIX







                                               ( Maciej )
Wpisałem w nawigację adres i ruszyłem w drogę. Wszystkie niepewności minęły. Kocham Lenę. Nie wierzę, że mogłem w to zwątpić. Zwątpić w uczucia jej i swoje. Zapewne martwiła się, a ja jak ostatni tchórz bałem się odezwać. Jednak ja sam nie wiedziałem, jak mam zachować się w tej sytuacji. Czułem się, jak zagubione dziecko. Te zdjęcia wyglądały tak jednoznacznie, choć w głębi serca wiedziałem, że to nie może być moja Lenka. Pomimo, że była tak daleko mnie wierzyłem, że nastanie ten dzień, kiedy w końcu będziemy mogli być już szczęśliwi.
 Po kilkunastogodzinnej podróży, w końcu byłem już pod domem dziewczyny. Zaparkowałem swoje auto na wjeździe. Z tyłu wyciągnąłem niewielkiej wielkości brązowego pluszaka. Po wzięciu kilku głębszych oddechów, ruszyłem w stronę drzwi. Niepewnie zadzwoniłem dzwonkiem. Czułem się nieswojo. Byłem tu pierwszy raz i stresowałem się, jakbym zapraszał po raz pierwszy dziewczynę na randkę lub przed egzaminem. Po kilku sekundach, które dłużyły mi się niemiłosiernie, otworzyła mi średniego wzrostu, starsza kobieta.
- Dzień dobry! Jest może Lena?- spojrzała na mnie niepewnie.
- Dzień dobry, zaraz powinna wrócić z zakupów. Proszę wejść.- odsunęła się od drzwi, aby zrobić mi trochę miejsca. - A pan, to jakiś przyjaciel?
- W tym momencie to sam nie wiem.- zrobiło mi się smutno, bo przez swoje zachowanie mogę stracić moje dziewczyny.
- A nawet się nie przywitałam. Ingrid.- podała mi dłoń.
- Maciek
- Usiądź w salonie, a ja pójdę zrobić herbaty.- po chwili zostałem sam w wielkim salonie. Dookoła porozstawianie były ramki ze zdjęciami przedstawiające młodych Tande. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy spojrzałem na zdjęcie, na którym Lena zapewne leżała na Danielu i go łaskotała.
- Święta w dwutysięcznym piątym. Zabrał mi wtedy prezent, musiałam się jakoś zemścić.- usłyszałem za sobą głos, więc momentalnie odwróciłem głowę.
- Lenka - chciałem podejść w jej kierunku, jednak odsunęła się o kilka kroków.
- Czego chcesz Maciek? 
- Ja, chciałbym porozmawiać.- odparłem ze skruchą.
- A gdzie byłeś wtedy, kiedy cię potrzebowałam?- stawiała niepewne kroki w moją stronę. Z jej oczu zaczęły płynąć pojedyncze łzy.- Kiedy próbowałam się do ciebie dodzwonić, a jakikolwiek kontakt kończył się fiaskiem?! Nie wyobrażasz sobie, jak się czułam kiedy zobaczyłam twoje zdjęcia z Agnieszką. Próbowałam sobie jakoś to wytłumaczyć, ale nie potrafiłam. Obiecałeś, że będziesz przy mnie. Nie opuścisz mnie w tak ciężkim dla mnie momencie.- dźgnęła mnie palcem w klatkę piersiową. A ja momentalnie się do niej wtuliłem.
- Przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam, ale sam musiałem ułożyć sobie kilka spraw w głowie.- mój głos zamienił się w lament, bo zobaczyłem, jak ona to przeżywała, a mnie w tamtej chwili nie było.
- Nie Maciek, ty przestraszyłeś się odpowiedzialności! Wiedziałeś, że będzie ciężko.- wyrwała się z moich objęć.
- Dostałem twoje zdjęcia z Johannem. Musiałem to wszystko przemyśleć.- złapałem ją za rękę.
- Jaki śmieszny zbieg okoliczności. Ja dostałam twoje zdjęcia z Agnieszką, ty moje z Forfangiem. Czy to nie zbieg okoliczności? Tylko najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że tylko raz spotkałam się z nim i to w obecności Celiny, a te fotografie, zapewne są już bardzo stare. Może to znak, że nie powinniśmy być razem? Może powinnam wybaczyć jemu, bo przez ten ostatni czas bardziej interesował się mną, niż ty!-  krzyknęła.- Czy tak się zachowują pary? Czy my w ogóle ją kiedykolwiek byliśmy?!
-Lenka chcę to wszystko naprawić. Wiem, że zawaliłem, ale nie odtrącaj mnie. Chcę być dla ciebie podporą, miłością, a dla Olivi najlepszym tatem, opiekunem.- spojrzałem w jej oczy, doszukując się jakiejkolwiek reakcji.
- Już ci raz zaufałam Maciek, nie wiem, czy będę potrafiła ponownie.
- Daj mi ostatnią szansę. Proszę.- podszedłem w jej stronę i spojrzałem w jej zapłakane oczy.
- Dobrze, ale nie zostawiaj mnie już więcej...



                                              ( Lena )
Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, wdychając jednocześnie mój ulubiony zapach perfum. Jego perfum. Może popełniam błąd, jednak wiem, że moje życie jest już jedną, wielką pomyłką, to co może zrobić mi kolejny zawód?
- Chodźmy do Olivki.- odkleiłam się od niego i skierowaliśmy się w stronę mojego pokoju. Spojrzałam na dziewczynkę, która aktualnie gryzła swojego ulubionego miśka od chłopaka. Maciek ominął mnie i delikatne wziął ją na ręce.
- Cześć malutka. To ja, twój...- spojrzał na mnie niepewnie, ale ja tylko lekko przytaknęłam głową.- tatuś.- dokończył, a mała zaczęła gaworzyć, jakby robiła mu wyrzuty.- A to mały prezent.- podniósł z ziemi miśka.- To co, wybaczysz mi teraz?
Chcę oglądać ten obrazek do końca swojego życia.



  Przepraszam z całego serduszka za takie opóźnienie, ale weekend miałam zajęty, żeby cokolwiek dodać, dopiero teraz znalazłam chwilę, aby coś tu wyskrobać. W piątek byłam nie dość, że cały dzień w mieście, to później jeszcze u mojego niedźwiadka. A sobota i niedziela to już w ogóle. Tak, więc nie przedłużając. 
To do następnego!

sobota, 17 września 2016

XVIII







                                             ( Maciej )
- I widzisz Klemens, co ja mam zrobić?- spojrzałem w stronę bruneta, który w tym momencie popijał piwo.
- A kochasz ją? Ufasz jej? Uważasz, że mogłaby ci zrobić takie świństwo?- wskazał na zdjęcia leżące na stoliku.
- Nie wiem, co o tym myśleć. Wiesz, że bardzo ją kocham, ale to mnie przerasta. Widziałeś gazety?
- Maciek, wiedziałeś że tak będzie. Sam ci to mówiłem. Więc teraz nie narzekaj, że cię to wszystko przerasta!
- To powiedz mi, co ja mam zrobić?!
- Po prostu idź za głosem serca...



                                           ( Lena )
Od spotkania minął równo tydzień. Przez ten czas Johann próbował się do mnie dodzwonić, jednak ja nie odbierałam od niego połączeń, a wiadomości od razu kasowałam. Nie wiem, co już o tym myśleć. Z jednej strony czuję odrazę do niego, a z drugiej nie mogę zabronić Olivce kontaktów z nim. Zapewne później nie wybaczyłaby mi braku biologicznego ojca. Dochodzi jeszcze kolejna sprawa. A co jeśli Johann się zmienił? To co mówił ostatnio było prawdą? Co jeśli nadal mnie kocha, chciałby założyć rodzinę? Czuję się rozdarta między nim, a Maćkiem. Co powinnam zrobić?


                                 ( Johann )
- Mamo, to co mam zrobić?! Powiedz mi, co mam zrobić?! Ona nie chce mnie znać, nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu!- rozmowa z mamą kompletnie mnie złamała.
- W głębi serca wiem, że ona nadal cię kocha Johann, tylko ty nie powinieneś się w tym momencie poddać. Mi też jest ciężko, bo nie mogę patrzeć, jak rozwija się moja wnuczka. Oczywiście nie obwiniam jej o to, bo to tylko i wyłącznie twoja wina. Sam sobie na to zapracowałeś, więc teraz nie narzekaj, ale wiem jedno. Ona nigdy nie przestanie cię kochać Johann...


                                ( Daniel )
- Lenka jesteś w domu?- zamknąłem drzwi i rozejrzałem się po korytarzu.
- Tak na górze!- usłyszałem wesoły głos swojej siostry. Ściągnąłem brudne buty i poszedłem w stronę jej pokoju.
- Cześć mała!- ucałowałem ją w czubek głowy. - A jak się ma moja księżniczka?- zabrałem z jej rąk dziewczynkę i lekko przytuliłem. - Wujek się stęsknił wiesz?- posmyrałem ją po brzuszku.- A patrz, co ja tu dla ciebie mam?- wyciągnąłem zza drzwi dużego pluszowego misia.- Podoba się?- w odpowiedzi usłyszałem donośny śmiech, co spowodował, ze na mojej twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech niż wcześniej. Usadowiłem ją w chodziku i podszedłem do Leny.- A ty jak się czujesz? Stresujesz się?
- Bywało gorzej. Nie wiem już, co mam robić. Kocham Maćka, jednak czuję, że to co robię jest złe. W końcu, jak Olivka dorośnie, będzie pytać o tatę.
- A Maciek? Ostatnio z nim rozmawiałem, z tego co mówił, wywnioskowałem, że traktuję cię poważnie, to skąd ta niepewność?
- Od kilku dni nie mam z nim kontaktu. Za dwa dni jest rozprawa, a miał przyjechać dzisiaj, nie wiem co mam o tym myśleć.- spojrzałem w jej oczy, w których momentalnie zebrały się łzy.- A co jeśli on mnie już nie kocha? Przestraszył się tak dużej odpowiedzialności? Do tego dochodzi też Forfang. On wyznał mi miłość, przy Celinie. Rozumiesz to?
- A ty mu w to wierzysz? Wiesz Lenka...
- Wiem, że nie powinnam mu wierzyć, jednak ostatnio już sama nie wiem, co mam robić.
- Po prostu idź za głosem serca...






Hej, hej :)
Przychodzę do Was z nowym rozdziałem. Tak, tak wiem. Krótki. Ale jeszcze przyjdzie pora na dłuższe. A teraz dziękuję za prawie 18,5 tyś. wyświetleń <3
Czekam na wasze opinie, choć od razu mówię jeszcze, że jest to przejściowy rozdział, uzupełniający.
To do za dwa tygodnie!

sobota, 3 września 2016

XVII






                                                        ( Lena )
Nie wierzę, że to robię, ale nie mogę inaczej załatwić tej sprawy. Obiecałam Klemensowi, Agnieszce, a przede wszystkim Maćkowi, że nie będę kontaktowała się z Johannem, a robię to od razu po przyjeździe tutaj. Wiem, że będę tego żałować, ale nie mogę inaczej.
Lekko zastukałam w drewniane drzwi, a po chwili ukazała mi się Celina. Nic się nie zmieniła. Nadal była tak chuda, zawsze zazdrościłam jej figury. Dziewczyna nic się nie odzywała, tylko wpatrywała się we mnie i Olivkę, którą miałam w wózku.
- Johann, ktoś do ciebie!- odezwała się po chwili, a zaraz za drzwi wyszedł wcześniej wspomniany chłopak.
Szok i niedowierzanie wymalowane na jego twarzy, utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie spodziewał się mnie tu tak szybko. Chcę pokazać mu, że jestem silna i nie potrzebuję ani jego, ani jego pieniędzy. 
- Witaj Lena.
- Witaj Johann.- odparłam ze sztucznym uśmiechem i weszłam bez żadnego ich pozwolenia do ich mieszkania, zabierając z wózka Olivkę.
Poprawiłam dziewczynkę w ramionach i skierowałam się do przodu, wchodząc do salonu. Stanęłam na środku salonu i zaczęłam powoli mówić:
- Przychodzę, bo chciałabym coś wyjaśnić. Wiedziałam Johann, że jesteś chorym człowiekiem, ale żeby aż tak? Przesadziłeś kolego. Myślałeś, że po tym rzucę ci się w ramiona, jak bezbronna dziewczynka?- spojrzałam w jego stronę kpiąco.
- Ale o czym ty mówisz?- nie odrywał ode mnie wzroku.
- Nie bądź śmieszny! Może to sama sobie wysłałam zdjęcia Maćka z Kaśką? Muszę ci powiedzieć, ze twój plan rozbicia naszego związku ci się nie udał, bo ominąłeś pewien szczegół. Ich już od dawna nic nie łączy.
- Ale ja żadnych zdjęć ci nie wysyłałem dziewczyno! Jedyny list, co ode mnie dostałaś to pozew o prawa rodzicielskie. Ba nawet sam ich nie wysyłałem, tylko kancelaria. A przechodząc do nich, mam nadzieję, że dokładnie je przeczytałaś?- spojrzał w moje oczy z chytrym uśmieszkiem.
- Jeśli myślisz, że się ciebie boję, to jesteś w wielkim błędzie.- podeszłam w jego stronę tak blisko, jak pozwalała mi na to Olivka, którą trzymałam w swoich rękach.- Co ja ci takiego zrobiłam, że tak się na mnie mścisz, co? Dlaczego niszczysz coś, o co walczyłam przez długi czas? Powiedz mi dlaczego? - moje oczy stały się szkliste i ledwo widziałam wszystko wokół siebie.
- Bo cię do jasnej cholery nadal kocham!- złapał mnie za ramiona, mocno ściskając.
- Puść, to boli Forfang.- po moim policzku popłynęła łza, a on widząc mój wygląd momentalnie złagodniał. 
- Ja przepraszam, Lena...- nie chciałam już go w tym momencie słuchać.
- To był błąd. Chciałam Ci wybaczyć, choć po części zrozumieć. Straciłeś swoją szansę w tym momencie. Teraz jesteś dla mnie nic nie wartym człowiekiem!- rozpłakałam się na dobre. 
- To był jeden z najgorszych błędów w moim życiu. Wiem, że jestem nic nie wartym sukinsynem, ale nie potrafię inaczej, bo nadal cię kocham. Nie chcę was stracić, bo raz już straciłem! Myślałem, że dzięki Celinie zapomnę o Tobie, jednak zawsze porównywałem ją do Ciebie. Kocham Was obie, ale to z tobą zawsze chciałem założyć rodzinę!- nie wierzyłam w żadne jego słowo. W tym momencie czułam się cholernie źle, a przede wszystkim było mi szkoda Celiny, bo musiała to wszystko wysłuchiwać.
- Nie Johann, tego nie da się już naprawić. Jeśli masz jeszcze choć trochę rozumu i jeśli mnie tak bardzo kochasz, to pozwól mi odejść i być szczęśliwa! Przemyśl to. Nie musi być tej całej rozprawy. A jeżeli tak bardzo chcesz, to wiedz, że tak łatwo nie pozwolę ci mnie tu zatrzymać. A teraz do widzenia.- ruszyłam w stronę drzwi, które zamknęłam z trzaskiem. Spojrzałam w brązowe tęczówki Olivki. Przyglądała mi się spokojnym wzrokiem, doszukując się czegoś, co mogło by ją w tym momencie zadowolić. Wymusiłam lekki uśmiech i odłożyłam ją do wózka i ruszyłam w stronę windy. To był błąd przychodząc tutaj.



                                            ( Johann )
- Nie wierzę, że to powiedziałeś.- spojrzałem w stronę Cel, która wyciągnęła walizkę i zaczęła pakować swoje ubrania.
- Przepraszam.- chciałem dotknąć jej ramienia, jednak ona szybko je wyrwała.
- Nie zbliżaj się w tym momencie do mnie. To koniec. Znosiłam wszystko, twoje wahania nastrojów, częste wychodzenie z domu, popijawy, ale nie mogę żyć z człowiekiem, dla którego byłam tą drugą opcją. Przyznaj szczerze, nigdy mnie nie kochałeś prawda? - nie wiedziałem, co odpowiedzieć.- Tak myślałam. Mieszkanie stoi na ciebie, więc zapłacę ci jeszcze za ten tydzień i nie chcę już cię znać. A po ubrania przyjedzie Tom. Żegnaj Johann!- zamknęła drzwi, a ja uderzyłem z całej siły w ścianę, wyładowując swoja agresję. Osunąłem się po ścianie po cichu szlochając...




Witam po długiej, wakacyjnej nieobecności. Oficjalnie ruszamy z tym opowiadaniem do końca. Mam nadzieję, że jest tutaj ktoś. Zostawcie po sobie, jakiś maleńki ślad, to bardzo pomaga.
A, zapomniałabym do końca max 5-6 rozdziałów. I to jest, jak na razie moje ostatnie opowiadanie o skokach narciarskich. Jak będę na siłach, to dokończę poprzednie o Stefanie ;)
Do następnego ;)

niedziela, 5 czerwca 2016

XVI





                                       ( Lena )
Lot minął nam spokojnie. Olivka cały czas była spokojna, choć na początku wyczuła, że coś się dzieje. Po wejściu na pokład, była inna. Spokojniejsza, niż zawsze. Patrzyła się na mnie smutnym wzrokiem, co jeszcze bardziej mnie dobijało. Wszystko zaczyna mnie przerastać. Dlaczego w tak młodym wieku, musiałam się stać dorosłą, odpowiedzialną za wszystko osobą? Zawsze starałam się być grzeczna, każdemu pomagałam, więc dlaczego teraz wszystko obróciło się przeciwko mnie? Co ja takiego zrobiłam, że tak cierpię? 


- Mamo, nie musiałaś przyjeżdżać, zamówiłabym taksówkę. - powiedziałam, gdy wyciągałam dziecko z wózka.
- Oj proszę cię, nie widziałam was przez tyle miesięcy, daj mi w końcu nacieszyć się moją jedyną, jak na razie wnuczką. - zabrała mi z rąk dziecko.
- Ja też tu jestem.- spojrzałam na nią wymownie.
- Oj córciu, wiesz jaka jest mama.- objął mnie ramieniem tato.- No dobrze to wracamy do domu. 
Wzięliśmy walizki i udaliśmy się w stronę wyjścia z lotniska. Pogoda w Oslo nie rozpieszczała, a był sierpień. Zapakowaliśmy się w samochód i ruszyliśmy do Troms.


                                                     ( Johann )
Stałem oparty rękoma o parapet i przyglądałem się szczęśliwym rodzinom, które zmierzały zapewne do kościoła. W tej chwili zaśmiałem się nerwowo, bo uświadomiłem, co straciłem przez swoją lekkomyślność. Mogłem mieć wszystko. Żonę, córkę, pełną rodzinę, moja kariera szła by w dobrym kierunku, a mam co? Burdel w życiu, którego sam nie mogę posprzątać. Może Cel ma rację, że powinienem odpuścić? Ale ja nie mogę, jakaś cząstka mnie nadal ją kocha, pomimo że mam Celinę, nie mogę uspokoić swoich myśli. Zachowałem się, jak tchórz, gdy dowiedziałem się o dziecku. Nawet nie pomyślałem, jak mogła czuć się Lena, gdy zasugerowałem aborcję. Była młodsza ode mnie, a podjęła bardziej dorosłą decyzję ode mnie. Wzięła na swoje barki, czyjeś życie. Mojej córki. Zrezygnowała z kariery lekarza, a ja nie mogłem choć trochę jej wesprzeć. Wybrałem karierę skoczka, a co z tego teraz mam? Moje chęci do tego sportu zmalały, radość znikła, pozostała niepewność, co będzie później. Mogłem zostawić tą sprawę, nie interesowałem się jej losami, czy sobie radzi. Zostawiłem ją samą.
- Johann, ktoś do ciebie.- z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Celiny z korytarza. Udałem się w jej stronę i gdy zobaczyłem, kto mnie raczył odwiedzić, prawie nie zemdlałem z wrażenia.
- Witaj Lena.- spojrzałem w jej brązowe tęczówki.
- Witaj Johann.



Nie bijcie, nie krzyczcie, ale mam niezbyt miłą wiadomość. Otóż w ten weekend wyjeżdżam na całe wakacji do siostry, do Szwajcarii. Nie będę miała przy sobie swojego laptopa, co też się wiąże z tym, że nie będzie rozdziałów. Mam napisany już 17, a dzisiaj zacznę 18, więc do końca czerwca się pewnie one ukażą. Mam nadzieję, że nie zapomnicie o mnie.
A wracając do rozdziału, to mam nadzieję, że wam się spodobał i zostawicie po sobie mały ślad.
Pozdrawiam!

piątek, 20 maja 2016

XV





                                                            ( Lena )
- Na pewno wszystko spakowałaś? - usłyszałam po raz kolejny to samo pytanie.
- Tak Maciek. Mam nadzieję, że wszystko. - rozejrzałam się jeszcze raz dokładnie po pomieszczeniu.- Będę tęsknić. Szkoda, że nie możesz z nami lecieć.- usiadłam na jego kolanach.
- To tylko 2 tygodnie. Nawet nie zobaczysz, a będę tam z wami.- założył mi kosmyk włosów za ucho. - Wszystko się ułoży.
- A jeżeli Johann, wygra tą sprawę. To co stanie się z nami?
- Nie zamartwiaj się teraz tym. - oparłam swoje czoło o jego i przymknęłam na chwilę powieki.
- No to czas się zbierać.- spojrzałam na zegarek wiszący w pokoju, pomału wstałam z jego kolan. Zabrałam podręczną torbę, a Maciek dwie walizki. W dłonie złapałam fotelik ze śpiącą w nim Olivką. W ciszy zeszliśmy do salonu, gdzie wyściskałam z całych sił Murańków. Później zapakowani w samochód, ruszyliśmy w stronę lotniska.



                                                    ( Maciej )
- Masz na siebie i tą moją młodą damę uważać.- spojrzałem w jej oczy, po czym złożyłem na jej ustach krótki pocałunek i przytuliłem. - Obiecasz mi coś?
- Wszystko Maciej.
- Nie daj się zmanipulować Johannowi, spróbuj nie kontaktować się z nim w ciągu tych dwóch tygodni.
- Maciek, przecież wiesz, że i tak nie chcę go widzieć.
- Obiecaj.- spojrzałem w jej brązowe tęczówki.
- Obiecuję Kotek.- ucałowałem jej czoło, po czym wyciągnąłem z fotelika Olivkę.
- Będę tęsknić malutka. Obiecaj, że przywieziesz mi mamę z powrotem. - ucałowałem także jej czółko i posmyrałem nosem po jej brzuszku, na co wydobyła z siebie cichy chichot. Odłożyłem ją z powrotem.
- O to się nie martw. Mała strasznie się do ciebie przywiązała Maciek. - ściszyła głos.- Jeśli nie wrócimy, przegramy sprawę, obiecaj, że znajdziesz sobie nową dziewczynę, założysz rodzinę, a o nas zapomnisz. Będziesz żył, tak jakby nas w ogóle nie było. Obiecaj mi to Maciek.
- Nie mogę ci tego obiecać. Bo w moim życiu nie ma już miejsca na inne kobiety. To wy zmieniłyście mnie na lepszego człowieka. - ostatni raz ją przytuliłem, zaciągnąłem się jej zapachem włosów. Jak zwykle używała żelu o zapachu maliny. Chciałem na wszelki wypadek, zapamiętać każdy szczegół jej ciała. Aby codziennie odtwarzać sobie w pamięci jej zarys sylwetki. 
- Żegnaj Maciek!
- Do zobaczenia Lenka. - patrzyłem jak jej krucha sylwetka oddala się ode mnie, a mi w tym momencie chciało się płakać, bo wiem że one nie wrócą. Johann nie pozwoli im wrócić do Polski, tym bardziej do mnie. 
Ostatni raz odwróciła głowę w moją stronę. Płakała, tak jak ja. Pomachała lekko ręką, odpowiedziałem jej tym samym. Po chwili zniknęła za ścianą, a ja zrozumiałem, że jeżeli chcę być szczęśliwy. Muszę walczyć. Dla mnie, Leny i Olivii. Dla mojej rodziny.



                                                   ( Johann )
- Jak ty to sobie wyobrażasz Johann!- krzyk Celiny rozchodził się po całym mieszkaniu, gdy poinformowałem ją o przylocie Leny z Olivią.- Skąd jesteś pewien, że to twoja córka?!
- Bo ona mnie nie zdradzała! 
- Więc to o to chodzi? Teraz będziesz mi to wypominał?- spojrzałem w jej oczy, które teraz były całe czarne od gniewu.
- Cel, zrozum że Olivka jest moją córką i nic tego nie zmieni. Nie możesz zrozumieć, że chcę być blisko niej? - podszedłem w jej stronę, chcąc ją przytulić jednak ona odsunęła się o kilka kroków.
- Ale dlaczego od razu musi z nami zamieszkać? Nie może mieszkać kilka domów dalej?
- Po prostu, chcę wiedzieć, że są bezpieczne.- spojrzałem wymownie w jej stronę.
- A więc to tak. - zaśmiała się drwiąco.- Ty ją nadal kochasz Johann.
- Kocham tylko ciebie i nic ani nikt tego nie zmieni.
- Z tego co słyszałam, Lena jest szczęśliwa w Polsce. Więc dlaczego chcesz niszczyć nas, a zarazem ją? Ona cię już nie kocha, zrozum to wreszcie Forfang!- krzyknęła wycierając mokre policzki od łez.- Jeżeli ona się tu wprowadzi, nigdy mnie już nie zobaczysz Johann. Zrobię wszystko, abyś przegrał tą sprawę. Bo teraz zachowujesz się egoistycznie, myślisz tylko o sobie. Nie zdajesz sobie nawet, jak ranisz wszystkich wokół siebie! - wyszła z domu zabierając ze sobą uprzednio kurtkę. Chociaż tyle. Pogoda tutaj nas nie rozpieszcza, nie chciałbym mieć kolejnej osoby na sumieniu. Już i tak mam sporo na głowie. 





Witam ! :)
Przychodzę z nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że wyszedł w miarę ciekawy.
Czekam na wasze opinie dotyczące rozdziału. 
Pozdrawiam!
Dziękuję za prawie 15 tyś wyświetleń !! :)

P.S Czy tylko mi brakowało tego Pana po prawej w PŚ ? :/

sobota, 7 maja 2016

XIV






                                                  ( Lena )
- Lenka proszę cię otwórz. Porozmawiajmy.- już od dobrych kilku godzin, Agnieszka dobija się do drzwi, jednak ja nie mam ani ochoty z nią rozmawiać, ani ochoty wstawać. - Jak chcesz to zawołam Klemensa.- jednak gdy nie doczekała się ode mnie odpowiedzi, zagroziła - Bo wyważę te drzwi, Lena otwieraj!- choć wiedziałam, że tego nie zrobi, resztkami sił doczołgałam się do drzwi. Przekręciłam kluczyk w drzwiach i leciutko je otworzyłam.
- No w końcu!! Nie można było tak szybciej?- choć myślałam, że pierwszą osobę, którą spotkam będzie Agnieszka, okazało się że to Klemens wtargnął jako pierwszy i przytulił do swojej piersi.- Nigdy więcej tak nie rób Lena.
- A Agnieszka gdzie poszła?- odkleiłam się od niego i zapytałam wycierając mokre policzki od łez. Choć nic takiego wielkiego się nie wydarzyło, ja płakałam jak bóbr.
- Stwierdziła, że nie będzie nam przeszkadzać. - wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę łóżka, oboje się o nie oparliśmy. Objął mnie ramieniem, a ja ponownie wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Zastępowałam mi tutaj Daniela.- To powiesz mi, kto tak skrzywdził moją kochaną Lenkę?
I co tu by powiedzieć? Że płaczę dlatego, że jego przyjaciel wyznał mi miłość. Pomimo, że także go kocham, nie chcę mu robić nadziei ? Że jest duże prawdopodobieństwo, że tu nie wrócę? 
- Maciek on... - przerwałam na moment. - On mi wyznał miłość.
I wtedy wydarzyło się coś, czego nie spodziewałabym się po nim.
- Ha! Wygrałem Aga! To ty jutro jedziesz do ciotki Danki z Juniorem!- krzyknął na cały dom, a ja przewróciłam oczami, ale na moją buzię wkradł się maleńki uśmiech. - No dobrze, ale co w tym złego? - spojrzał w moją stronę
- Klemens...- przerwał mi.
- Nie lubię tego podniosłego tonu. Nie wróży nic dobrego.
- Klemens ja tu już tu nie wrócę. 
- Ale dlaczego tak sądzisz? Obawiasz się, że przegrasz sprawę? Lenka...- teraz to ja mu przerwałam.
- Taka jest prawda Klimek, Johann wynajmie najlepszych adwokatów, abym przynajmniej do pełnoletności Olivki mieszkała w Norwegii. Do tego jeszcze taka duża różnica wieku, to się nie uda.
-  5 lat to nie jest jeszcze taka straszna. Znam małżeństwa, gdzie różnica między małżonkami wynosi po 7-8 lat. Nawet moi rodzice, między nimi jest 6 lat różnicy.
- Ale to nie ma prawa bytu. Ja tam on tu.
- Jest skype, telefony. Jeżeli się chce, można wszystko.- może tylko ja widziałam same pesymistyczne strony tego wszystkiego?
- Tak, ale on nie będzie wiecznie na mnie czekał. Znajdzie sobie dziewczynę, a o mnie zapomni. 
- Lena, nie chcę cię do niczego zmuszać, ale nie martw się. Ty już od dawna wygrałaś tą rozprawę w sądzie. Zobaczysz, jeszcze tu wrócisz i wtedy powiem, ,, a nie mówiłem?''- zaśmialiśmy się.- To już jest zapisane w genach rodziny Murańków. My zawsze wygrywamy kochana. Nie ma mocnych na naszą rodzinę.
- To co teraz mam niby zrobić braciszku?- spojrzałam w jego oczy.
- Wiesz ...- ja już wiedziałam, co ten uśmiech znaczył.
- Tylko mi nie mów, że głowa do góry, dupa do tyłu, a cycki do przodu!
- Sama to powiedziałaś!- zrobił obronny gest rękami.- Ty chyba nic nie musisz robić, tylko czekać.
- Czekać na co?- spojrzałam na niego pytająco, unosząc jedną brew do góry.
- Aż ta ciamajda - zaakcentował ostatnie słowo.- Wejdzie do tego pokoju. 
Zwróciłam swoje oczy w kierunku drzwi, a tam stał Maciek z bukietem czerwonych i białych róż. - To ja się już ulatniam. - trzepnęłam go z całej siły poduszką w dupę. jednak usłyszałam tylko jego perlisty śmiech i tyle go było. Spuściłam głowę w dół, bo zrobiło mi się duszno. Powoli podniosłam ją do góry i spojrzałam w brązowe tęczówki bruneta. Minęło może kilka minut, może kilkanaście, aż chłopak postanowił się do mnie zbliżyć.


                                                  ( Maciek )
 Pot niemiłosiernie zaczął spływać z mojego czoła, a kolce z róż wbijać z dłonie. Wykonałem kilka kroków w jej stronę, jednak gdy zobaczyłem jej oczy, które teraz były bez życia, a policzki całe czerwone i opuchnięte, chciałem stamtąd uciec i dać sobie w liścia. Bo przeze mnie, przez moje widzi mi się, mój promyczek cierpiał. Jednak ja nie mogłem udawać tylko jej przyjaciela. I wtedy wydarzyło się, to czego nawet się w tej chwili nie spodziewałem. Upuściłem bukiet, a brunetka wskoczyła na mnie, przytulając się z całej siły. 
- Nigdy więcej mnie nie zostawiaj. Nie pozwól mi odejść.- szeptała mi do ucha.
- Nigdy ci na to nie pozwolę.- złączyłem nasze usta w pocałunku.- Czyli to oznacza, że...- przerwała mi.
- Tak Maciek, też cię kocham. Zawalczmy o nas, o naszą miłość.- oparła swoje czoło mój nos. Nawet teraz nie była na równi ze mną, mimo to kochałem ją całym sercem. Nie widziałem w nie żadnych niedoskonałości. Była piękna, a te kilka kilogramów, tu i ówdzie mi nie przeszkadzało. Choć i tak uważałem, że była za chuda, jak jej rówieśniczki. - Leć ze mną do Norwegii.
- Polecę.-pocałowałem ją w czoło i skierowałem się w stronę łóżka. Położyłem ją, jak najdelikatniej umiałem, a sam położyłem się koło niej, przykrywając nas szczelnie kocem. Nie musiałem nic mówić, a brunetka już wtulała się w moje ciało. Zaczynamy nowy rozdział w życiu. Mam nadzieję, że najszczęśliwszy.




Witam, witam i o zdrowie pytam :) Mam nadzieję, że u Was jest lepiej niż u mnie ;)
Przepraszam, że musieliście długo czekać a rozdział dodaję teraz. Wyszły małe komplikacje. Ponawiam informację, jeżeli ktoś chciałby się spotkać ze mną w ten weekend w Wawie, to serdecznie zapraszam na mojego snapa : grzesiu121.
Zapraszam do komentowania, wyrażania swoich opinii.
Przepraszam za nieobecność na waszych blogach, ale to nie ode mnie zależy. Zawiało grozą, ale tak nie jest. Po prostu w moim życiu dużo się dzieje. 
Zapraszam także na bloga o autografach, mojej koleżanki http://autografymartynyautografy.blogspot.com/
Oraz na naszą stronę, gdzie zorganizowałyśmy akcję https://www.facebook.com/LubiszSkokiCzlowiekuJaJeKocham/
Pozdrawiam!