piątek, 9 grudnia 2016

XXIII







                                                            ( Maciej )
  Od godziny siedziałem pod salą, gdzie przebywała Lena, czekając na jakieś informacje od lekarzy. Koło mnie siedzieli rodzice brunetki, a wzdłuż korytarza przechadzał się Daniel, który próbował uspać Olivkę. 
   Wszystko działo się tak szybko. Ledwo otworzyłem drzwi samochodu, a ratownicy z lekarzem stali z noszami, aby zabrać dziewczynę. Podałem najważniejsze informacje i zniknęli z pola widzenia. Starałem się ich dogonić, ale przed oddziałem zamknęli drzwi i nie pozwolili dalej iść. A teraz siedzę i spoglądam na obraz wiszący nad małym stoliczkiem.
   Nagle drzwi od sali się otworzyły ukazując starszego faceta w białym kitlu.
- Państwo są z rodziny?- spojrzał podejrzliwym okiem w naszą stronę.
- Tak. Jesteśmy jej rodzicami, a Maciek jej narzeczonym. A tamten chłopak bratem.- wskazała palcem na blondyna.
- Dobrze, stan pani Leny jest już stabilny, choć jej organizm jest strasznie wyniszczony. Ma niedobór podstawowych witamin. Jest jeszcze coś...
- Ale odzyskała przytomność?- przerwałem lekarzowi.
- Niestety nie. Tak jak zacząłem, jest jeszcze coś. Zaniepokoiła nas małej wielkości, czarna plamka z tyłu głowy. Obawiamy się, że może to być krwiak nabyty podczas uderzenia głową o szafkę lub inną rzecz albo zmiana nowotworowa. Więcej informacji udzielimy, jak wykonamy dalsze badania. A teraz przepraszam.- z wrażenia usiadłem na krześle i wziąłem kilka głębszych wdechów. To nie może być prawda. Dlaczego ją to wszystko spotyka? Dlaczego nas to wszystko spotyka?


                                                           ( Lena )
  Lekko uchyliłam prawą powiekę, potem lewą, jednak światło zbyt mocno raziło mnie oczy, więc ponownie je zamknęłam. Ból pulsujący z tyłu karku był nie do zniesieni. Próbowałam zasłonić dopływ światła ręką i ponownie otworzyć oczy, jednak nie miałam wystarczająco dużo siły, aby to zrobić. Po chwili usłyszałam lekki hałas, który robił się coraz głośniejszy.
- Pani Leno, słyszy mnie pani?- poczułam na dłoni uścisk.
- Gdzie ja jestem?- wychrypiałam.
- Przebywa pani w szpitalu, zaraz zjawi się tu lekarz prowadzący. Proszę nie usypiać. Niech spróbuje pani lekko otworzyć oczy.- lekko otworzyłam oczy i ujrzałam starszą panią.- Trafiła pani tutaj wczoraj. Przywiózł panią tutaj narzeczony. Całą noc siedział pod salą wraz z bliskimi, jednak tylko on został. Wpuścić go na chwilę?
Narzeczony? Kuchnia, czajnik, upadek, Olivka, Maciek... Napłynęła na mnie fala wspomnienia wczorajszego dnia.
- Niech pani go wpuści.- wpatrywałam się w oddalającą się sylwetkę kobiety, która zaraz zniknęła za drzwiami. Po kilku minutach w drzwiach ujrzałam Maćka, który nie wyglądał tak jak zawsze. Jego włosy były w nieładzie, a wory pod oczami jednogłośnie stwierdzały, że nie przespał nocy dla mnie.
- Martwiłem się o ciebie.- przytulił mnie i nie puszczał.- Myślałem, że się nie obudzisz. Nie rób mi więcej tego.-pocałował mnie w czoło i spojrzał w moje oczy.- Rozumiesz?
 Miałam już mu odpowiedzieć, ale przerwał mi lekarz, który wszedł do sali.
- Dostaliśmy dodatkowe wyniki badań. Wcześniejsze diagnozy się nie potwierdziły. Krwiak, który uważaliśmy za zmianę nowotworową, wchłonie się. Jednak nie mamy dobrych wyników dotyczących morfologii. Niestety będzie lepiej jeśli zostawimy pani na kilka dni w szpitalu. Niedługo zjawi się tu pielęgniarka i poda leki. Będziemy się starać, aby szybko wróciła pani do pełni sił, a teraz przepraszam. Praca wzywa.- odetchnełam z ulgą i spojrzałam w stronę Maćka . 
- No co?- spojrzał na mnie. 
- Nic, po prostu cię kocham.- jego kąciki ust drgnęły do góry, po usłyszeniu wypowiedzianych przeze mnie słów.







Hej, hej!
Przybywam z nowym rozdziałem, mam nadzieję, że nie odbiega od pozostałych. Czekam na wasze opinie go dotyczące. Przed świętami dodam rozdział, a w wigilię bonus. Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi :)
Tak więc, do następnego ;)

sobota, 19 listopada 2016

XXII






                                                       ( Maciek )
  - Tak mamo, przylecą i was odwiedzą. Nie, jeszcze nie wie. To będzie niespodzianka. Wiem, że mogę na was liczyć. Przepraszam cię, ale muszę już kończyć, bo się Lena obudziła.- spojrzałem w stronę dziewczyny, która powolnym krokiem zmierzała w moją stronę.- Pozdrów tatę oraz Kubę i do zobaczenia.- zakończyłem połączenie i pocałowałem Lenę w czoło.
- Z kim rozmawiałeś?- przytuliła się do mojego boku i zadarła głowę do góry.
- Z mamą, czeka aż ją odwiedzicie w końcu. Olivka już wstała?
- Tak już siedzi w kuchni z tatą, mama powiedziała, że zaraz będzie śniadanie, więc już chodźmy.


     Dwie godziny później

 - Daniel długo jeszcze?- opierłem się o framugę drzwi.
- Jeszcze pięć minut.- usłyszałem krzyk z łazienki.
- Mówiłeś tak dziesięć minut temu. Zaraz idę bez ciebie.- spojrzałem na zegarek wiszący w kuchni na ścianie.
- Już wychodzę.- w końcu kluczyk w drzwiach ustąpił i zobaczyłem blond czuprynę chłopaka.
- Dłużej się nie dało?
- Może uda mi się złapać jakąś dziewczynę, jak zobaczy Olivkę. 
- Nie chcę ci przypominać, ale to moja córka. Ty jesteś jej wujkiem.- złapałem rączkę od wózka i wyszliśmy z domu. Swoje kroki skierowaliśmy w stronę tutejszej galerii handlowej.
- Dobra tatuśku, możesz mi już oddać wózek i iść szukać tego, czego miałeś. Ja idę szukać nowej cioci.- lekko odepchnął mnie od wózka, gdy już zbliżaliśmy się do centrum.
- Ale przecież miałeś mi pomóc?
- Serio Maciek, nie kupisz jej jednej rzeczy sam?- spojrzał w moją stronę wymownie.- Jak coś znajdziesz fajnego to zadzwonisz. A teraz uciekamy.- stanąłem w miejscu i spoglądałem w oddalającą się sylwetkę Tande, który jak gdyby nigdy nic, szedł sobie żwawym krokiem do galerii. Pokręciłem głową z rozbawienia i udałem się za nim, ale gdy już znalazłem się w środku, już ich nie widziałem. Udałem się do pierwszego sklepu i zacząłem szukać tej jednej małej rzeczy, która jest teraz mi tak bardzo potrzebna.



                                                      ( Lena )
Poskładałam ostatnią bluzkę i schowałam ją do szafki. Pomału wstałam i udałam się w stronę kuchni w celu zaparzenia kawy. Gdy nalewałam do czajnika wody, poczułam ostry ból dochodzący z tyłu głowy, który z sekundy na sekundę przybierał na mocy. Upuściłam do zlewu czajnik i osunęłam się po szafce. Momentalnie przed oczami zrobiło mi się ciemno i ostatnią rzeczą, jaką pamiętam był Maciek z wózkiem, który krzyczał coś w stronę Daniela, ale gdy mnie zobaczył ucichł i pobiegł w moją stronę.


                                             ( Maciek )
- Ty ciołku, wiesz co mogło się stać?!- stałem zdenerwowany nad Danielem, który siedział na ławce niczym się nie przejmując.
- Wielkie mi halo. Straciłem na moment uwagę. Nie krzycz już tak.
- Ona prawie uprowadziła Olivkę, a ty gdzie byłeś? Myślałem, że jesteś odpowiedzialny!
- Kupiłeś chociaż ten pierścionek?
- Nie zmieniaj tematu Tande, tak i wracamy do domu. Niech się tylko Lena dowie.- złapałem rączkę od wózka i skierowałem się w stronę wyjścia. Nie odzywaliśmy się do siebie żadnym słowem, dopiero pod domem blondynek zaczepił mnie za rękaw bluzy:
- Nie mów tego Lenie, wiesz jak zareaguje. Nie chce kolejnego opieprzu, że coś robię źle.
- To trzeba było myśleć wcześniej.- otworzyłem drzwi i wjechałem do domu wózkiem.- Ale nie wychodzisz z nią nigdzie sam. Już ja tego dopilnuje!- pogroziłem mu palcem, ale zaraz się roześmiałem. Nagle mój wzrok utkwił w leżącej przy szafce Lenie, która leżała  nieprzytomna.
- Daniel dzwoń po karetkę!- krzyknąłem z kuchni, układając Lenę w odpowiedniej pozycji.
- Co się stało?- zdezorientowany Daniel stanął w przejściu.
- Mówiłem dzwoń po karetkę, nie słyszałeś co do ciebie powiedziałem?! Nie możesz zrobić jednej prostej rzeczy?- zobaczyłem tylko, jak Daniel wyciąga z kieszeni telefon. Z jego ruchami, karetka będzie tu za dobre dziesięć minut, a ja tyle nie mogę czekać. Wziąłem nieprzytomną dziewczynę na ręce i powiedziałem:
- Powiedz, że już z nią jadę, a ty przywieź zaraz do mnie Olivkę!- wyszedłem z domu i szybkim ruchem położyłem Lenę w samochodzie i ruszyłem z nią do szpitala.

Znalezione obrazy dla zapytania Maciej kot 2016



  Witam wszystkich :) Przybywam z nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że nie jesteście źli za to opóźnienie, ale po prostu mój tydzień wygląda, jak jeden, wielki wyścig. Tak, wiem, sama zgotowałam sobie taki los, ale nie chcę stać w miejscu.
No dobrze, dość tych żali. Wybiera się ktoś do Warszawy lub stamtąd pochodzi? Będę tam 24-25 i chciałabym się z wami spotkać, jeśli ktoś to opowiadanie czyta :P
Do następnego ;)

niedziela, 30 października 2016

XXI






                                                                 ( Lena )
- Lenka, już jesteśmy.- poczułam, że ktoś potrząsa mnie za ramię.
- Tak, tak już.- poprawiłam włosy i przetarłam dłoniami swoje zmęczone oczy.
- Wypakowałeś już Olivkę?- spojrzałam w jego stronę.
- Tak i nadal śpi. A tak na marginesie macie dobrą synchronizację. Gdy ty zasnęłaś, nie minęła minuta, a ona już też pochrapywała.
- Szkoda, że nie miała tak, jak się urodziła.- uśmiechnęłam się i wyszłam z auta i skierowaliśmy się w stronę wysokich, masywnych drzwi. Czas zawalczyć o siebie, o swoją rodzinę...

 Rozprawa 

 - Zebraliśmy się dzisiaj w sprawie opieki prawnej nad nieletnią Olivią Tande...-
Popatrzyłam w stronę Johanna, który zachowywał pokerową twarz, choć z jego oczów można było wyczytać, że jest tak samo zmęczony tą sytuacją, jak ja.- Czy obie strony, nadal zgadzają się w swoich zarzutach?- z lekkiego letargu wyrwał mnie głos sędziego.
- Oczywiście.- odpowiedzieliśmy równo z Danielem.

   Godzinę później

- Po rozpatrzeniu za i przeciw oraz wysłuchaniu dwóch stron i psychologa. Sąd jednogłośnie stwierdził, że wyłączną opiekę nad Olivią Tande sprawować będzie jej matka, Lena Tande. Biorąc pod uwagę jej drugiego rodzica, sąd wyznaczył dla ojca dwa dni w tygodniu, w których będzie mógł widywać swoją córkę. Potwierdza to też, że pani Lena nie będzie mogła wyjechać z terenu Norwegii wraz z córką bez zgody pana Forfanga do osiemnastego roku życia.- gdy usłyszałam ostatnie słowa sędzi, złapałam się kurczowo ramienia Maćka, który siedział w tej chwili koło mnie. Popatrzyłam w stronę Johanna, który uśmiechał się w moją stronę kpiącym uśmiechem. To nie tak miało być. Miał zrezygnować z opieki. Powiedział jeszcze wczoraj, że pozwoli mi z nią wyjechać do Polski. Do Maćka.
- Zgłaszam przeciw!- wyrwałam się w uścisku Maćka i poderwałam do góry. - Pan Forfang nie będzie mi mówił co mogę, a czego nie mogę. 
- Proszę trzymać swoje nerwy na wodzy. Jeśli nie zgadza się pani z decyzją sądu, proszę o złożenie nowych papierów w sądzie. W tym momencie zamykam rozprawę.- usłyszałam trzy razy stuknięcie drewniany młotkiem i bezsilności usiadłam na fotel, chowając swoją twarz w dłonie, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy...


                                                          ( Maciek )
- Lenka proszę cię, nie płacz już. Jestem tutaj, z tobą. Damy radę, zobaczysz. Zamieszkam tutaj, na stałe. Będę przy was, nigdy cię nie zostawię.- przytuliłem ją do siebie i pocałem w czoło.
- Skąd mam wiedzieć, że to zrobisz? Może po roku ci się to wszystko znudzi i nas zostawisz. Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?
- Bo cię kocham.

      3 godziny później

 Zamknąłem za sobą drzwi i z małą rękach udałem się do salonu, gdzie siedział Daniel wraz z rodzicami.
- Zasnęła.- próbowałem się uśmiechnąć, jednak mój uśmiech, chyba bardziej przypominał grymas.
- To nie tak miało być.- uderzył pięścią w stół Daniel.
- Każdy chciał, aby skończyło się inaczej. Złożymy jeszcze raz papiery do sądu, jeszcze wszystko się ułoży.- spojrzałem w stronę dziadka Olivki.
- Ale nie widzę w tym sensu. Lena będzie się tylko dodatkowo stresować.-usiadłem z małą w fotelu.- Nie widzą państwo, że ona ledwo trzyma się na nogach? Jak w ostatnim czasie bardzo straciła na wadze? 
- Nie rozumiesz, że ona nie chce cię stracić? Przez ostatni tydzień zamartwiała się, dlaczego nie odbierasz od niej połączeń i nie odpisujesz na wiadomości. Ona po prostu chce być blisko ciebie.- spojrzał w moją stronę Daniel.
- Dlatego przeprowadzę się tutaj. Mam zaoszczędzone pieniądze, sprzedam stare mieszkanie, moi rodzice także zaoferowali pomoc, więc nie widzę przeszkód. Chcę założyć z Leną rodzinę. A skoki? Po prostu będę trenował tutaj. Jeszcze nie wiem, czy znajdę tutaj trenera, czy zmienię w późniejszym czasie obywatelstwo. Wiem jedno. Kocham Lenę i nie pozwolę jej już nigdy odejść.


Znalezione obrazy dla zapytania Maciej Kot 2016 gif


   Witam, witam. Przybywam z nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że się wam spodoba. W ogóle, co tam u was słychać? Mam nadzieję, że wszystko dobrze, a jak nie to łapcie na pocieszenie uśmiech Maćka ;)
Więc do zobaczenia za dwa tygodnie!

sobota, 15 października 2016

XX







                                                        ( Lena )
Patrzyłam, jak klatka piersiowa Maćka spokojnie podnosiła się do góry i powoli opadała. Lekko gładziłam go po włosach, a w zamian wydawał ciche pomruki zadowolenia. Spojrzałam ukradkiem na Olivię która spokojnie spała w jego ramionach, tylko ja nie mogłam zmrużyć oka. Czuję strach, a zarazem złość na siebie, że łatwo wszystkim wybaczam. Może teraz podjęłam odpowiednią decyzję, ale co jeśli to wszystko wróci. Kiedy zobaczę kolejny raz Johanna, mogę tego nie przetrwać. 


                                               ( Maciej )
- Lenka, widziałaś może mój krawat?- sprawdzałem już swoją torbę dziesięć razy, ale nie mogę znaleźć swojej zguby.
- Tego szukasz?- stanęła w progu drzwi i uniosła do góry moją własność.- Chodź ty tu.
Powoli związała krawat na mojej szyi i złożyła buziaka na ustach.
- A ty jesteś już gotowa?- spytałem, choć po jej ubiorze można było wywnioskować, że tak.
- Jeszcze tylko włosy i możemy iść.- odwróciła się i wróciła po raz kolejny do łazienki.
Podszedłem do Olivki, która gaworzyła w wózku. Posmyrałem ja lekko po brzuszku, a zaraz usłyszałem jej cichutki śmiech. Teraz wiem, co mógłby stracić przez swoją głupotę. Pomału wziąłem ją na ręce i podszedłem do okna.
- Wiesz malutka, nigdy Cię już nie zostawię. Choć prawnie nie mam do ciebie żadnych praw, jestem cały twój. I tak będzie już do końca.-pocałowałem ją w czółko i lekko przytuliłem do klatki piersiowej.- Dzisiaj to się wszystko skończy i w końcu będziemy rodziną. Kochającą rodziną, na jaką zasługujesz. Na jaka zasługiwałaś już od urodzenia.


                                                       ( Lena )
Miałam już pomału ponaglać Maćka, bo do rozprawy została już tylko godzina, ale gdy usłyszałam cichy szept, skradłam się do drzwi i cicho nasłuchiwałam.
- Wiesz malutka, nigdy Cię już nie zostawię. Choć prawnie nie mam do ciebie żadnych praw, jestem cały twój. I tak będzie już do końca.- pocałował ją w czoło i przytulił do swej piersi.-Dzisiaj to się wszystko skończy i w końcu będziemy rodziną. Kochającą rodziną, na taką zasługujesz. Na jaką zasługiwałaś już od urodzenia.
Gdy to usłyszałam, zdałam sobie sprawę, że dokonałam właściwego wyboru. To Maciej od początku był jej prawdziwym tatą. Nie Johann.
- Gotowi?- w końcu otworzyłam szerzej drzwi i uśmiechnęłam się w ich stronę.
- Tak.
Zapakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i udaliśmy się do samochodu. Spojrzałam w stronę Maćka, który uważnie wpatrywał się w przed siebie, przymknęłam lekko oczy i uspokoiłam swój oddech. Bo wiem, że damy radę.



Znalezione obrazy dla zapytania Skoki narciarskie 2016


    Witam ponownie. Rozdział krótki, ale mam nadzieję, że się spodobał. Czekam na wasze sugestie dotyczące go. I do zobaczenia za dwa tygodnie ;)

wtorek, 4 października 2016

XIX







                                               ( Maciej )
Wpisałem w nawigację adres i ruszyłem w drogę. Wszystkie niepewności minęły. Kocham Lenę. Nie wierzę, że mogłem w to zwątpić. Zwątpić w uczucia jej i swoje. Zapewne martwiła się, a ja jak ostatni tchórz bałem się odezwać. Jednak ja sam nie wiedziałem, jak mam zachować się w tej sytuacji. Czułem się, jak zagubione dziecko. Te zdjęcia wyglądały tak jednoznacznie, choć w głębi serca wiedziałem, że to nie może być moja Lenka. Pomimo, że była tak daleko mnie wierzyłem, że nastanie ten dzień, kiedy w końcu będziemy mogli być już szczęśliwi.
 Po kilkunastogodzinnej podróży, w końcu byłem już pod domem dziewczyny. Zaparkowałem swoje auto na wjeździe. Z tyłu wyciągnąłem niewielkiej wielkości brązowego pluszaka. Po wzięciu kilku głębszych oddechów, ruszyłem w stronę drzwi. Niepewnie zadzwoniłem dzwonkiem. Czułem się nieswojo. Byłem tu pierwszy raz i stresowałem się, jakbym zapraszał po raz pierwszy dziewczynę na randkę lub przed egzaminem. Po kilku sekundach, które dłużyły mi się niemiłosiernie, otworzyła mi średniego wzrostu, starsza kobieta.
- Dzień dobry! Jest może Lena?- spojrzała na mnie niepewnie.
- Dzień dobry, zaraz powinna wrócić z zakupów. Proszę wejść.- odsunęła się od drzwi, aby zrobić mi trochę miejsca. - A pan, to jakiś przyjaciel?
- W tym momencie to sam nie wiem.- zrobiło mi się smutno, bo przez swoje zachowanie mogę stracić moje dziewczyny.
- A nawet się nie przywitałam. Ingrid.- podała mi dłoń.
- Maciek
- Usiądź w salonie, a ja pójdę zrobić herbaty.- po chwili zostałem sam w wielkim salonie. Dookoła porozstawianie były ramki ze zdjęciami przedstawiające młodych Tande. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy spojrzałem na zdjęcie, na którym Lena zapewne leżała na Danielu i go łaskotała.
- Święta w dwutysięcznym piątym. Zabrał mi wtedy prezent, musiałam się jakoś zemścić.- usłyszałem za sobą głos, więc momentalnie odwróciłem głowę.
- Lenka - chciałem podejść w jej kierunku, jednak odsunęła się o kilka kroków.
- Czego chcesz Maciek? 
- Ja, chciałbym porozmawiać.- odparłem ze skruchą.
- A gdzie byłeś wtedy, kiedy cię potrzebowałam?- stawiała niepewne kroki w moją stronę. Z jej oczu zaczęły płynąć pojedyncze łzy.- Kiedy próbowałam się do ciebie dodzwonić, a jakikolwiek kontakt kończył się fiaskiem?! Nie wyobrażasz sobie, jak się czułam kiedy zobaczyłam twoje zdjęcia z Agnieszką. Próbowałam sobie jakoś to wytłumaczyć, ale nie potrafiłam. Obiecałeś, że będziesz przy mnie. Nie opuścisz mnie w tak ciężkim dla mnie momencie.- dźgnęła mnie palcem w klatkę piersiową. A ja momentalnie się do niej wtuliłem.
- Przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam, ale sam musiałem ułożyć sobie kilka spraw w głowie.- mój głos zamienił się w lament, bo zobaczyłem, jak ona to przeżywała, a mnie w tamtej chwili nie było.
- Nie Maciek, ty przestraszyłeś się odpowiedzialności! Wiedziałeś, że będzie ciężko.- wyrwała się z moich objęć.
- Dostałem twoje zdjęcia z Johannem. Musiałem to wszystko przemyśleć.- złapałem ją za rękę.
- Jaki śmieszny zbieg okoliczności. Ja dostałam twoje zdjęcia z Agnieszką, ty moje z Forfangiem. Czy to nie zbieg okoliczności? Tylko najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że tylko raz spotkałam się z nim i to w obecności Celiny, a te fotografie, zapewne są już bardzo stare. Może to znak, że nie powinniśmy być razem? Może powinnam wybaczyć jemu, bo przez ten ostatni czas bardziej interesował się mną, niż ty!-  krzyknęła.- Czy tak się zachowują pary? Czy my w ogóle ją kiedykolwiek byliśmy?!
-Lenka chcę to wszystko naprawić. Wiem, że zawaliłem, ale nie odtrącaj mnie. Chcę być dla ciebie podporą, miłością, a dla Olivi najlepszym tatem, opiekunem.- spojrzałem w jej oczy, doszukując się jakiejkolwiek reakcji.
- Już ci raz zaufałam Maciek, nie wiem, czy będę potrafiła ponownie.
- Daj mi ostatnią szansę. Proszę.- podszedłem w jej stronę i spojrzałem w jej zapłakane oczy.
- Dobrze, ale nie zostawiaj mnie już więcej...



                                              ( Lena )
Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, wdychając jednocześnie mój ulubiony zapach perfum. Jego perfum. Może popełniam błąd, jednak wiem, że moje życie jest już jedną, wielką pomyłką, to co może zrobić mi kolejny zawód?
- Chodźmy do Olivki.- odkleiłam się od niego i skierowaliśmy się w stronę mojego pokoju. Spojrzałam na dziewczynkę, która aktualnie gryzła swojego ulubionego miśka od chłopaka. Maciek ominął mnie i delikatne wziął ją na ręce.
- Cześć malutka. To ja, twój...- spojrzał na mnie niepewnie, ale ja tylko lekko przytaknęłam głową.- tatuś.- dokończył, a mała zaczęła gaworzyć, jakby robiła mu wyrzuty.- A to mały prezent.- podniósł z ziemi miśka.- To co, wybaczysz mi teraz?
Chcę oglądać ten obrazek do końca swojego życia.



  Przepraszam z całego serduszka za takie opóźnienie, ale weekend miałam zajęty, żeby cokolwiek dodać, dopiero teraz znalazłam chwilę, aby coś tu wyskrobać. W piątek byłam nie dość, że cały dzień w mieście, to później jeszcze u mojego niedźwiadka. A sobota i niedziela to już w ogóle. Tak, więc nie przedłużając. 
To do następnego!

sobota, 17 września 2016

XVIII







                                             ( Maciej )
- I widzisz Klemens, co ja mam zrobić?- spojrzałem w stronę bruneta, który w tym momencie popijał piwo.
- A kochasz ją? Ufasz jej? Uważasz, że mogłaby ci zrobić takie świństwo?- wskazał na zdjęcia leżące na stoliku.
- Nie wiem, co o tym myśleć. Wiesz, że bardzo ją kocham, ale to mnie przerasta. Widziałeś gazety?
- Maciek, wiedziałeś że tak będzie. Sam ci to mówiłem. Więc teraz nie narzekaj, że cię to wszystko przerasta!
- To powiedz mi, co ja mam zrobić?!
- Po prostu idź za głosem serca...



                                           ( Lena )
Od spotkania minął równo tydzień. Przez ten czas Johann próbował się do mnie dodzwonić, jednak ja nie odbierałam od niego połączeń, a wiadomości od razu kasowałam. Nie wiem, co już o tym myśleć. Z jednej strony czuję odrazę do niego, a z drugiej nie mogę zabronić Olivce kontaktów z nim. Zapewne później nie wybaczyłaby mi braku biologicznego ojca. Dochodzi jeszcze kolejna sprawa. A co jeśli Johann się zmienił? To co mówił ostatnio było prawdą? Co jeśli nadal mnie kocha, chciałby założyć rodzinę? Czuję się rozdarta między nim, a Maćkiem. Co powinnam zrobić?


                                 ( Johann )
- Mamo, to co mam zrobić?! Powiedz mi, co mam zrobić?! Ona nie chce mnie znać, nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu!- rozmowa z mamą kompletnie mnie złamała.
- W głębi serca wiem, że ona nadal cię kocha Johann, tylko ty nie powinieneś się w tym momencie poddać. Mi też jest ciężko, bo nie mogę patrzeć, jak rozwija się moja wnuczka. Oczywiście nie obwiniam jej o to, bo to tylko i wyłącznie twoja wina. Sam sobie na to zapracowałeś, więc teraz nie narzekaj, ale wiem jedno. Ona nigdy nie przestanie cię kochać Johann...


                                ( Daniel )
- Lenka jesteś w domu?- zamknąłem drzwi i rozejrzałem się po korytarzu.
- Tak na górze!- usłyszałem wesoły głos swojej siostry. Ściągnąłem brudne buty i poszedłem w stronę jej pokoju.
- Cześć mała!- ucałowałem ją w czubek głowy. - A jak się ma moja księżniczka?- zabrałem z jej rąk dziewczynkę i lekko przytuliłem. - Wujek się stęsknił wiesz?- posmyrałem ją po brzuszku.- A patrz, co ja tu dla ciebie mam?- wyciągnąłem zza drzwi dużego pluszowego misia.- Podoba się?- w odpowiedzi usłyszałem donośny śmiech, co spowodował, ze na mojej twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech niż wcześniej. Usadowiłem ją w chodziku i podszedłem do Leny.- A ty jak się czujesz? Stresujesz się?
- Bywało gorzej. Nie wiem już, co mam robić. Kocham Maćka, jednak czuję, że to co robię jest złe. W końcu, jak Olivka dorośnie, będzie pytać o tatę.
- A Maciek? Ostatnio z nim rozmawiałem, z tego co mówił, wywnioskowałem, że traktuję cię poważnie, to skąd ta niepewność?
- Od kilku dni nie mam z nim kontaktu. Za dwa dni jest rozprawa, a miał przyjechać dzisiaj, nie wiem co mam o tym myśleć.- spojrzałem w jej oczy, w których momentalnie zebrały się łzy.- A co jeśli on mnie już nie kocha? Przestraszył się tak dużej odpowiedzialności? Do tego dochodzi też Forfang. On wyznał mi miłość, przy Celinie. Rozumiesz to?
- A ty mu w to wierzysz? Wiesz Lenka...
- Wiem, że nie powinnam mu wierzyć, jednak ostatnio już sama nie wiem, co mam robić.
- Po prostu idź za głosem serca...






Hej, hej :)
Przychodzę do Was z nowym rozdziałem. Tak, tak wiem. Krótki. Ale jeszcze przyjdzie pora na dłuższe. A teraz dziękuję za prawie 18,5 tyś. wyświetleń <3
Czekam na wasze opinie, choć od razu mówię jeszcze, że jest to przejściowy rozdział, uzupełniający.
To do za dwa tygodnie!

sobota, 3 września 2016

XVII






                                                        ( Lena )
Nie wierzę, że to robię, ale nie mogę inaczej załatwić tej sprawy. Obiecałam Klemensowi, Agnieszce, a przede wszystkim Maćkowi, że nie będę kontaktowała się z Johannem, a robię to od razu po przyjeździe tutaj. Wiem, że będę tego żałować, ale nie mogę inaczej.
Lekko zastukałam w drewniane drzwi, a po chwili ukazała mi się Celina. Nic się nie zmieniła. Nadal była tak chuda, zawsze zazdrościłam jej figury. Dziewczyna nic się nie odzywała, tylko wpatrywała się we mnie i Olivkę, którą miałam w wózku.
- Johann, ktoś do ciebie!- odezwała się po chwili, a zaraz za drzwi wyszedł wcześniej wspomniany chłopak.
Szok i niedowierzanie wymalowane na jego twarzy, utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie spodziewał się mnie tu tak szybko. Chcę pokazać mu, że jestem silna i nie potrzebuję ani jego, ani jego pieniędzy. 
- Witaj Lena.
- Witaj Johann.- odparłam ze sztucznym uśmiechem i weszłam bez żadnego ich pozwolenia do ich mieszkania, zabierając z wózka Olivkę.
Poprawiłam dziewczynkę w ramionach i skierowałam się do przodu, wchodząc do salonu. Stanęłam na środku salonu i zaczęłam powoli mówić:
- Przychodzę, bo chciałabym coś wyjaśnić. Wiedziałam Johann, że jesteś chorym człowiekiem, ale żeby aż tak? Przesadziłeś kolego. Myślałeś, że po tym rzucę ci się w ramiona, jak bezbronna dziewczynka?- spojrzałam w jego stronę kpiąco.
- Ale o czym ty mówisz?- nie odrywał ode mnie wzroku.
- Nie bądź śmieszny! Może to sama sobie wysłałam zdjęcia Maćka z Kaśką? Muszę ci powiedzieć, ze twój plan rozbicia naszego związku ci się nie udał, bo ominąłeś pewien szczegół. Ich już od dawna nic nie łączy.
- Ale ja żadnych zdjęć ci nie wysyłałem dziewczyno! Jedyny list, co ode mnie dostałaś to pozew o prawa rodzicielskie. Ba nawet sam ich nie wysyłałem, tylko kancelaria. A przechodząc do nich, mam nadzieję, że dokładnie je przeczytałaś?- spojrzał w moje oczy z chytrym uśmieszkiem.
- Jeśli myślisz, że się ciebie boję, to jesteś w wielkim błędzie.- podeszłam w jego stronę tak blisko, jak pozwalała mi na to Olivka, którą trzymałam w swoich rękach.- Co ja ci takiego zrobiłam, że tak się na mnie mścisz, co? Dlaczego niszczysz coś, o co walczyłam przez długi czas? Powiedz mi dlaczego? - moje oczy stały się szkliste i ledwo widziałam wszystko wokół siebie.
- Bo cię do jasnej cholery nadal kocham!- złapał mnie za ramiona, mocno ściskając.
- Puść, to boli Forfang.- po moim policzku popłynęła łza, a on widząc mój wygląd momentalnie złagodniał. 
- Ja przepraszam, Lena...- nie chciałam już go w tym momencie słuchać.
- To był błąd. Chciałam Ci wybaczyć, choć po części zrozumieć. Straciłeś swoją szansę w tym momencie. Teraz jesteś dla mnie nic nie wartym człowiekiem!- rozpłakałam się na dobre. 
- To był jeden z najgorszych błędów w moim życiu. Wiem, że jestem nic nie wartym sukinsynem, ale nie potrafię inaczej, bo nadal cię kocham. Nie chcę was stracić, bo raz już straciłem! Myślałem, że dzięki Celinie zapomnę o Tobie, jednak zawsze porównywałem ją do Ciebie. Kocham Was obie, ale to z tobą zawsze chciałem założyć rodzinę!- nie wierzyłam w żadne jego słowo. W tym momencie czułam się cholernie źle, a przede wszystkim było mi szkoda Celiny, bo musiała to wszystko wysłuchiwać.
- Nie Johann, tego nie da się już naprawić. Jeśli masz jeszcze choć trochę rozumu i jeśli mnie tak bardzo kochasz, to pozwól mi odejść i być szczęśliwa! Przemyśl to. Nie musi być tej całej rozprawy. A jeżeli tak bardzo chcesz, to wiedz, że tak łatwo nie pozwolę ci mnie tu zatrzymać. A teraz do widzenia.- ruszyłam w stronę drzwi, które zamknęłam z trzaskiem. Spojrzałam w brązowe tęczówki Olivki. Przyglądała mi się spokojnym wzrokiem, doszukując się czegoś, co mogło by ją w tym momencie zadowolić. Wymusiłam lekki uśmiech i odłożyłam ją do wózka i ruszyłam w stronę windy. To był błąd przychodząc tutaj.



                                            ( Johann )
- Nie wierzę, że to powiedziałeś.- spojrzałem w stronę Cel, która wyciągnęła walizkę i zaczęła pakować swoje ubrania.
- Przepraszam.- chciałem dotknąć jej ramienia, jednak ona szybko je wyrwała.
- Nie zbliżaj się w tym momencie do mnie. To koniec. Znosiłam wszystko, twoje wahania nastrojów, częste wychodzenie z domu, popijawy, ale nie mogę żyć z człowiekiem, dla którego byłam tą drugą opcją. Przyznaj szczerze, nigdy mnie nie kochałeś prawda? - nie wiedziałem, co odpowiedzieć.- Tak myślałam. Mieszkanie stoi na ciebie, więc zapłacę ci jeszcze za ten tydzień i nie chcę już cię znać. A po ubrania przyjedzie Tom. Żegnaj Johann!- zamknęła drzwi, a ja uderzyłem z całej siły w ścianę, wyładowując swoja agresję. Osunąłem się po ścianie po cichu szlochając...




Witam po długiej, wakacyjnej nieobecności. Oficjalnie ruszamy z tym opowiadaniem do końca. Mam nadzieję, że jest tutaj ktoś. Zostawcie po sobie, jakiś maleńki ślad, to bardzo pomaga.
A, zapomniałabym do końca max 5-6 rozdziałów. I to jest, jak na razie moje ostatnie opowiadanie o skokach narciarskich. Jak będę na siłach, to dokończę poprzednie o Stefanie ;)
Do następnego ;)